Intro
(Warm vintage vinyl crackle and tape hiss)
Verse 1
Drewniany płot pomalowany na zielono chronił nasz mały świat
Wciśnięty między rdzawy nasyp a dymiący, wielki zakład
Ojciec po szychcie przychodził tu milcząc, by dotknąć żywej ziemi
I zmyć z siebie pył całego tygodnia, pod jabłoniami swymi
Pachniało skoszoną trawą, dymem z suchych liści i wilgocią
Z małego radyjka płynął cichy głos, kojący naszą samotność
Siedzieliśmy na ganku starej altanki z dykty i desek
Wierząc, że ten skrawek zieleni to nasz najpiękniejszy aneks
Pre-Chorus
Słońce zachodziło krwawo nad kominami z betonu
A my mieliśmy tu swój raj... daleko od szumu domu
Chorus
Ooo, rdzawy blues z pracowniczych ogrodów!
Gdzie nie było wielkich spraw ani zbędnych powodów
Gdzie prosta herbata z miętą smakowała jak najlepszy miód
A w małym, drewnianym domku działo się tyle cudów
Mieliśmy swój własny skrawek nieba na ziemi tej...
Boże, z tamtych prostych chwil choć pamięć nam ocalić chciej
Verse 2
Dziś te działki zarastają chwastem, deweloper już ostrzy zęby
Na ten ostatni, zielony oddech pośród betonowej wstęgi
Altanka ojca dawno spróchniała, zapadł się stary dach
A ja wciąż widzę go tam z łopatą, z uśmiechem na ustach w snach
Patrzę na rdzewiejącą furtkę, na kłódkę, której nie otworzy nikt
I czuję, jak z tymi ogrodami bezpowrotnie uchodzi nasz świt
Zostało tylko parę starych drzew, co pamiętają tamten czas
Gdy pod ich cieniem tętniło życie... i tętniło w każdym z nas
Chorus
Ooo, rdzawy blues z pracowniczych ogrodów!
Gdzie nie było wielkich spraw ani zbędnych powodów
Gdzie prosta herbata z miętą smakowała jak najlepszy miód
A w małym, drewnianym domku działo się tyle cudów
Mieliśmy swój własny skrawek nieba na ziemi tej...
Boże, z tamtych prostych chwil choć pamięć nam ocalić chciej
Guitar Solo
(Warm vintage tube distortion, long crying bends full of nostalgia)
Bridge
Wieczorny chłód opada na grządki...
Cisza gasi ostatnie ogniska.
Zamykam oczy i słyszę kroki ojca...
Którego nie ma już blisko.
Outro
Zielony azyl...
Zasypia pod szarym niebem.
Został tylko ten zapach ziemi...
I ten rdzawy, ciepły blues.
End