Intro
(Creaking chains: "Skrzyp... skrzyp...")
(Children laughing in a distant memory)
(A ball bouncing on cracked concrete)
Verse 1
Za blokiem był mały plac zabaw,
Dwie huśtawki i drewniana ławka.
Farba odpadała ze starych desek,
Ale dla nas to była wielka kraina.
Trzepak stał jak brama do świata,
Gdzie każdy dzień miał tysiąc przygód.
Nie było planów zapisanych w telefonach,
Były tylko kolana zdarte od asfaltu.
Biegaliśmy aż do pierwszych świateł,
A mama wołała przez otwarte okno.
Jeszcze pięć minut... jeszcze chwila...
Bo przecież zabawa nigdy nie mogła się skończyć.
Pre-Chorus
Nie wiedzieliśmy wtedy...
Że te zwykłe popołudnia...
Będą kiedyś...
Największym skarbem.
Chorus
(Full emotional blues-rock)
Ooo... drewniany plac zabaw...
Został w mojej pamięci na zawsze.
Tam pierwszy raz poznawałem przyjaźń,
Tam uczyłem się przegrywać i wygrywać.
Stara huśtawka na wietrze,
Pęknięty beton pod nogami.
A jednak cały świat...
Mieścił się między blokami.
Verse 2
(Music strips down, intimate baritone)
Starszy chłopak naprawiał rower,
Młodsi czekali na swoją kolej.
Ktoś przynosił piłkę z domu,
Ktoś dzielił się ostatnim cukierkiem.
Nie pytaliśmy, kto kim jest,
Nie liczyliśmy, kto ma więcej.
Każdy był częścią tej ulicy,
Każdy miał swoje miejsce.
Dzisiaj place zabaw są kolorowe,
Bezpieczne i pełne nowych rzeczy.
Ale czasem brakuje tego hałasu,
Tego śmiechu odbitego od ściany.
Chorus
Ooo... drewniany plac zabaw...
Jeszcze słyszę tamte głosy.
Choć huśtawki dawno zniknęły,
Choć zmieniły się ulice.
Nie tęsknię za drewnem i farbą...
Tęsknię za tamtym czasem,
Gdy największym problemem było,
Kto pierwszy wybije piłkę.
Guitar Solo
(Harmonica like a memory from childhood)
Bridge
Skrzyp...
Skrzyp...
Stara huśtawka nadal się porusza...
Nie na podwórku...
Tylko w moim sercu.
Outro
(The swing slowly stops)
Plac jest pusty...
Wieczór zapada...
Ale gdzieś między blokami...
Nadal słychać...
Dziecięcy śmiech.