Intro
(Heavy rain starting to patter softly on a thick, canvas fabric)
Verse 1
Zielona trawa mazurskiego pola pachniała rosą i wolnym czasem
Gdy z bagażnika Malucha wyciągaliśmy ten wielki, ciężki wór
Płócienny potwór z Legionowa, co ważył chyba ze sto kilo
Miał stać się naszym domem pod koroną sosnowych chmur
Ojciec klęczał w piasku, klnąc cicho pod nosem na wygięte śledzie
Szukając w metalowych rurkach tej jednej, zagubionej gdzieś w mgle
Matka naciągała gruby, zielony brezent pachnący impregnatem i gumą
A my z siostrą dmuchaliśmy materace, aż brakowało nam tchu na dnie
Pre-Chorus
Gdy wreszcie stanął ten nasz wielki, brezentowy, dumny zamek z przedsionkiem
Czułem, że cały ten wielki, nieznany świat stoi przed nami otworem
Chorus
Ooo, rdzawy blues pod dachem z zielonego brezentu!
Gdy nocą deszcz bębnił rytm bez żadnego wykrętu
Ta mała latarka na baterię płaską, zawieszona u samego szczytu rurka
Ciepła herbata z termosu i opowieści o leśnych stworkach z piórka
Mieliśmy tak niewiele, zapach wilgoci i gęstą, rodzinną bliskość nocy...
Dlaczego dziś w pięciogwiazdkowych hotelach tak pusto bez tej pomocy?
Verse 2
Mój wujek wspominał niedawno, jak podczas wielkiej nawałnicy nad jeziorem
Wszyscy sąsiedzi z pola namiotowego trzymali maszty naszych domków
Wicher targał płótnem, woda wdzierała się pod gumowaną podłogę
Ale nikt nie uciekał, dzieliliśmy strach i uśmiech pośród tych gromów
Dziś jedziesz do sterylnych kurortów, gdzie wszystko jest zaprogramowane
Masz klimatyzację, Wi-Fi i wielkie, bezduszne, zimne łóżka
Nie znasz imienia człowieka, który śpi za ścianą twojego pokoju
I nie wiesz, jak pięknie pachnie rano rosa zbierana na bosych nóżkach
Chorus
Ooo, rdzawy blues pod dachem z zielonego brezentu!
Gdy nocą deszcz bębnił rytm bez żadnego wykrętu
Ta mała latarka na baterię płaską, zawieszona u samego szczytu rurka
Ciepła herbata z termosu i opowieści o leśnych stworkach z piórka
Mieliśmy tak niewiele, zapach wilgoci i gęstą, rodzinną bliskość nocy...
Dlaczego dziś w pięciogwiazdkowych hotelach tak pusto bez tej pomocy?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends mimicking the whistling wind and rain on canvas)
(Harmonica and accordion weave together, warm and protective against the storm)
Bridge
Deszcz powoli cichnie, spływając po grubych fałdach płótna...
Przez małe, plastikowe okienko przedsionka wpada pierwszy blask świtu.
Ojciec odpala turystyczną kuchenkę na gaz z małej, niebieskiej butli.
„Wstawajcie, lenie, czas na ryby” – szepcze z uśmiechem.
I czuję, że mam wszystko...
Czego potrzebuję do życia.
Outro
Ciężki zapach mokrego brezentu.
Wygięte śledzie w trawie.
Namiot dawno spróchniał w piwnicy.
Został tylko ten rdzawy blues...
I ten bezpieczny szum deszczu w nas.
End