Intro
(The light, metallic clatter of empty aluminum cans gently hitting each other)
Verse 1
Mój pokój w bloku z wielkiej płyty miał szare ściany i mało barw
Lecz na meblościance, tuż pod sufitem, rósł mój własny, kolorowy las
Rzędy pustych puszek po Pepsi, Fancie i piwach z dalekich, obcych mórz
Które zbierałem jak najdroższe skarby, ścierając z nich codzienny kurz
Każdą z nich myłem ciepłą wodą w zlewie, dbając o każdy drobny detal i wzór
By słodki zapach nie wabił mrówek, by lśnił ten aluminiowy, barwny mur
Kumpel przychodził po szkole i patrzył z zazdrością na ten mój wielki stan
Bo tam, gdzie inni widzieli zwykłe śmieci, ja miałem plan na wolność i plan na pan
Pre-Chorus
Wypchane watą paczki po Marlboro stały dumnie obok puszek w rzędzie
Marzyliśmy o wielkim świecie, wierząc, że kiedyś nasza kolej nadejdzie
Chorus
Ooo, rdzawy blues z galerii puszek na meblościance!
Gdy w szarym pokoju śniliśmy o wolności i o szalonej, jasnej stronie
Te puste opakowania po zachodnim luksusie, ten błyszczący, tani złom
Były jak obietnica lepszego jutra, co rozświetlała nasz cichy, skromny dom
Mieliśmy tak niewiele, garść kolorowej blachy i wielkich marzeń stos...
Dlaczego dziś w świecie nadmiaru tak rzadko cieszy nas nasz własny los?
Verse 2
Mój ojciec przyniósł raz puszkę po piwie, którą dostał od kogoś w pracy
Piliśmy ją na spółkę przez pół wieczoru, celebrując ten rzadki, gorzki smak
Potem puszka zajęła honorowe miejsce na samej górze, tuż przy szkle
I była dowodem, że nawet w trudnych czasach można odnaleźć wolny ptak
Dziś kupujesz napoje w puszkach i wyrzucasz je bezmyślnie do kosza na śmieci
Nikt nie patrzy na grafikę, nikt nie stawia ich na półce, by cieszyły oczy dzieci
Wszystko straciło swoją unikalną wartość, stało się tanie i na jedno mgnienie
Zniknęła ta tęsknota, która zamieniała zwykły plastik i blachę w wielkie marzenie
Chorus
Ooo, rdzawy blues z galerii puszek na meblościance!
Gdy w szarym pokoju śniliśmy o wolności i o szalonej, jasnej stronie
Te puste opakowania po zachodnim luksusie, ten błyszczący, tani złom
Były jak obietnica lepszego jutra, co rozświetlała nasz cichy, skromny dom
Mieliśmy tak niewiele, garść kolorowej blachy i wielkich marzeń stos...
Dlaczego dziś w świecie nadmiaru tak rzadko cieszy nas nasz własny... los?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends, dramatic delays)
(Harmonica and accordion weave together, sounding nostalgic, warm, and bittersweet)
Bridge
Wieczorne słońce wpada przez okno, odbijając się od czerwonej puszki Coli...
Cienie metalowych rzędów kładą się długie na dywanie w pokoju.
Przesuwam palcem po gładkiej krawędzi, czując chłód dawnych pragnień.
„Ładna ta kolekcja, synek” – mówi mama, zaglądając przez uchylone drzwi.
I nagle ta mała galeria z blachy...
Wydaje się najcenniejsza na świecie.
Outro
Puszka po Fancie ze złotym napisem.
Pudełko po papierosach bez zapachu dymu.
Meblościanka, której już dawno nie ma.
Został tylko ten rdzawy blues...
I te błyszczące w mroku sny.
End