Intro
(A spoon gently clinking against a thin glass window: "Ting... ting... ting")
Verse 1
Wchodzę z mrozu do wnętrza pachnącego mokrym płaszczem i dymem papierosów
Gdzie duraleksowe stoliki uginały się pod ciężarem codziennych spraw
Pani w czepku i fartuchu z dumą stawiała przed nami na ladzie
Nasze małe, popołudniowe święto, nasz czarny, gorący zbaw
Szklanka z cienkiego szkła, uwięziona w plastikowym, czerwonym koszyczku
By wrzątek nie poparzył dłoni, gdy szukaliśmy ucieczki w krzyku
Zasypana dwiema łyżkami kawy, która parzyła się prosto we szkle
Tworząc gruby kożuch z ciemnych fusów, co opadały na samo dno mgieł
Pre-Chorus
Mieszaliśmy cukier aluminiową łyżeczką, co dzwoniła cicho o brzeg
Czekając, aż czarna esencja ostygnie, by zacząć nasz powolny bieg
Chorus
Ooo, rdzawy blues z kawy parzonej w szklance z koszyczkiem!
Gdy każdy prosty wieczór pachniał wuzetką i dymu listkiem
Ta gruba warstwa fusów na dnie, ten osad na szklanych ściankach
Był jak horoskop naszych dni, zapisany w codziennych spowiedziach i tankach
Mieliśmy tak niewiele, szklankę wrzątku, koszyczek i wolny czas...
Dlaczego dziś w papierowych kubkach na wynos tak mało smaku jest w nas?
Verse 2
Mój dziadek potrafił siedzieć tak godzinami, czytając lokalną gazetę
Sącząc ten gorzki, mocny napar, dopóki nie został tylko czarny osad
Rozmawiał ze znajomym o sporcie, o cenach, o tym, co przyniesie jutro
Nie spiesząc się nigdzie, nie goniąc za światem, co pędzi na oślep i po schodach
Dziś wbiegasz do kawiarni, łapiesz tekturowy kubek z plastikowym wieczkiem
Pijesz w biegu, nie patrząc na ludzi, zajęty swoim wiecznym wyścigiem i woreczkiem
Kawa stała się szybka, bezimienna, idealnie przefiltrowana i bez tchu
Zniknął ten powolny rytuał, ten dymny spokój z dawnego snu
Chorus
Ooo, rdzawy blues z kawy parzonej w szklance z koszyczkiem!
Gdy każdy prosty wieczór pachniał wuzetką i dymu listkiem
Ta gruba warstwa fusów na dnie, ten osad na szklanych ściankach
Był jak horoskop naszych dni, zapisany w codziennych spowiedziach i tankach
Mieliśmy tak niewiele, szklankę wrzątku, koszyczek i wolny czas...
Dlaczego dziś w papierowych kubkach na wynos tak mało smaku jest w nas?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends mimicking the rising steam and clinking of spoons)
(Harmonica and accordion weave together, smoky, dim-lit, and deeply nostalgic)
Bridge
Dmucham na gorącą powierzchnię...
Drobne bąbelki uciekają na boki, odsłaniając czarną, lśniącą głębię.
Ażurowy, plastikowy koszyczek lekko trzeszczy pod naciskiem moich palców.
„Uważaj, gorące” – szepcze matka, przesuwając w moją stronę talerzyk z ciastkiem.
I ten powolny, ciepły dym unoszący się nad stolikiem...
Wydaje się najspokojniejszą przystanią na ziemi.
Outro
Czarny osad z fusów zaschnięty na dnie szklanki.
Plastikowy, wyblakły koszyczek odstawiony na półkę.
Zapach mielonej kawy z tamtych dalekich lat.
Został tylko ten rdzawy blues...
I te długie, leniwe rozmowy w nas.
End