Intro
(The light metallic clatter of an aluminum lid being placed on a pot)
Verse 1
Niedzielny poranek budził nas wolno, bez pośpiechu i bez tchu
Za oknem szary styczeń malował mrozem wzory na szkle
A w małej, ciasnej kuchni ojciec podłączał ten nasz aluminiowy cud
Ciężki garnek na nóżkach, co grzał naszą chłodną, rodzinną mgłę
Z czerwonej spirali w pokrywie powoli sączył się pierwszy żar
Matka wlewała ciasto, na zmianę jasne i ciemne, pas po pasie
Siedziałem na linoleum, opierając brodę o kolana w ten cichy czas
Patrząc przez małe, okrągłe szkiełko, jak rośnie „Zebra” w tym szarym basie
Pre-Chorus
Gorący metal pachniał domem, słońcem i najprostszą miłością z nas
Gdy przez to małe szklane oko obserwowaliśmy uciekający czas
Chorus
Ooo, rdzawy blues z ciepłego, kuchennego prodiża!
Gdy w niedzielę do stołu rodzina z uśmiechem się zbliża
Ten zapach ciasta, ten kurczak pieczony na maśle do cna
Były jak świętość, którą pamięta do dzisiaj dusza ma
Mieliśmy tak niewiele, małe okienko na wielki, gorący świat...
Dlaczego ten prosty, rodzinny blask tak bezpowrotnie zbladł?
Verse 2
Mój ojciec mawiał, że ten prodiż przeżyje nas wszystkich i ten blok
Zrobiony z grubej blachy, prosty jak życie, bez zbędnych bzdur
Dziś w nowoczesnych kuchniach błyszczą cyfrowe ekrany i zimna stal
Piekarniki pieką same, bezdusznie, według zaprogramowanych z góry biur
Nikt już nie klęka na podłodze, by zajrzeć przez okopcone małe szkło
Nikt nie czeka z takim dreszczem na ten jeden, słodki, ciepły kęs
Zniknęła tamta niedziela, gdy zapach z małego gniazdka na ścianie
Dawał nam siłę, by jutro znów wyjść na to szare, codzienne trwanie
Chorus
Ooo, rdzawy blues z ciepłego, kuchennego prodiża!
Gdy w niedzielę do stołu rodzina z uśmiechem się zbliża
Ten zapach ciasta, ten kurczak pieczony na maśle do cna
Były jak świętość, którą pamięta do dzisiaj dusza ma
Mieliśmy tak niewiele, małe okienko na wielki, gorący świat...
Dlaczego ten prosty, rodzinny blask tak bezpowrotnie zbladł?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends, dramatic delays)
Bridge
Ojciec wyciąga wtyczkę z kontaktu...
Pokrywa paruje mocno, kładąc się na drewnianym blacie.
„Już gotowe, chodźcie jeść” – woła mama z pokoju.
I nagle zapominam o wszystkim...
O zimie, o biedzie i o niepokoju.
Outro
Ciepłe aluminium.
Czerwona spirala już gaśnie.
Zapach ciasta w całym mieszkaniu.
Został tylko ten rdzawy blues...
I niedzielny spokój.
End