Intro
(The loud, wet sizzling of raw potatoes hitting a deep vat of boiling oil: "Ssssshhhh!")
(The rhythmic clanking of a metal scoop draining the oil on a metal tray)
Verse 1
Szary kiosk z blachy falistej stał dumnie tuż przy przystanku tramwajowym
A wokół niego unosił się gęsty, gorący obłok smażonego raju
Niedzielne popołudnie pachniało olejem rzepakowym i wolnym czasem
Gdy stawałem w długiej kolejce, marząc o tym skromnym obyczaju
Pani w ortalionowym fartuchu sypała z wielkiej, blaszanej szufli
Złote, grubo ciosane ziemniaki na szary, tekturowy kartonik mały
Potem sypnęła solą z plastikowego pojemnika bez żadnego umiaru
I wbijała w sam środek ten mały, biały widelczyk, co wyginał się cały
Pre-Chorus
„Z keczupem?” – pytała szorstko, polewając wszystko gęstym przecierem
A my braliśmy tę gorącą tackę w dłonie, czując się nad całym światem liderem
Chorus
Ooo, rdzawy blues z gorących frytek na szarym kartoniku!
Gdy smak szczęścia mieścił się w małym, przydrożnym krzyku
Ten mały, giętki widelczyk, te poparzone usta i palce tłuściejsze
Były cenniejsze niż dzisiejsze restauracje, choć tamto było prostsze i biedniejsze
Mieliśmy tak niewiele, garść ziemniaków z oleju i uśmiech na twarzy...
Dlaczego dziś w modnych knajpach tak trudno o to, by o prostocie marzyć?
Verse 2
Mój ojciec kupował jedną porcję dla nas dwóch, gdy wracaliśmy z kina
Siedzieliśmy na zielonej ławce w parku, dzieląc się każdym kęsem powoli
Keczup kapał na znoszone spodnie, a wiatr przeganiał suche liście
Lecz nikt z nas nie myślał o tym, co w jutrzejszym dniu nas zaboli
Dziś kupujesz frytki z mrożonki, idealnie równe, złociste, z komputera
Pakowane w markowe papierki, serwowane przez zimnego kuriera
Wszystko smakuje tak samo, sterylnie, poprawnie i bez żadnej duszy
Zniknął ten zapach dymu i tłuszczu, który kiedyś nasze serca potrafił poruszyć
Chorus
Ooo, rdzawy blues z gorących frytek na szarym kartoniku!
Gdy smak szczęścia mieścił się w małym, przydrożnym krzyku
Ten mały, giętki widelczyk, te poparzone usta i palce tłuściejsze
Były cenniejsze niż dzisiejsze restauracje, choć tamto było prostsze i biedniejsze
Mieliśmy tak niewiele, garść ziemniaków z oleju i uśmiech na twarzy...
Dlaczego dziś w modnych knajpach tak trudno o to, by o prostocie marzyć?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends, dramatic delays mimicking the sizzle of deep frying)
(Harmonica and accordion weave together, greasy, warm, and deeply nostalgic)
Bridge
Zjadamy ostatnie, małe, chrupiące kawałki z samego dna...
Tektura przesiąknięta tłuszczem ląduje w zielonym koszu na śmieci.
Wycieram usta papierową serwetką, czując jeszcze słony posmak na języku.
„Dobre były, co?” – pyta ojciec, mierzwiąc mi włosy z uśmiechem.
I to proste, uliczne ciepło...
Zostaje ze mną na zawsze.
Outro
Biały, połamany widelczyk o dwóch zębach.
Tłusty ślad na szarym kartoniku.
Budka z falistej blachy, której nie ma już na rogu.
Został tylko ten rdzawy blues...
I ten słony smak tamtych lat w nas.
End