Intro
(The rhythmic, wet "squish-squish" of bare feet stomping on crisp cabbage)
Verse 1
Październikowy deszcz bębnił o parapet z szarej, zimnej blachy
Gdy przed klatkę zajechał żuk załadowany workami po sam dach
Ojciec targał na trzecie piętro ciężkie, białe głowy kapusty
A w kuchni babcia już szykowała wielką dębową beczkę, tłumiąc strach
Szatkownica cięła liście z głośnym, miarowym chrzęstem szatkowania
W powietrzu unosił się zapach soli, kminku i wielkiego przygotowania
Wtedy matka wołała mnie do łazienki: „Umyj porządnie nogi, synu!”
I nagle lądowałem boso w beczce, stając się częścią tego rodzinnego czynu
Pre-Chorus
Zimny, chrupiący liść łaskotał małe palce, sok powoli rósł do góry
A ja deptałem ten nasz zimowy skarb, patrząc na niebo pełne chmury
Chorus
Ooo, rdzawy blues z bosego deptania kapusty w dębowej beczce!
Gdy proste jedzenie dawało nam bezpieczeństwo w domowej udręce
Te stopy mokre od soku, ten ciężki kamień dociskający wieczko w kącie
Były gwarancją przetrwania, gdy mróz malował wzory na horyzoncie
Mieliśmy tak niewiele, beczkę w piwnicy i zapasy na długie miesiące...
Dlaczego dziś w marketach pełnych słoików wszystko wydaje się tak gasnące?
Verse 2
Mój dziadek znosił potem tę ciężką beczkę na dół, do ciemnej piwnicy
Gdzie stały już rzędy weków z kompotem i kiszone ogórki z naszej działki
Każdy słoik miał swoją historię, każda kropla potu miała swoją cenę
W czasach, gdy o przetrwanie zimy toczyło się codzienne, ciche walki
Dziś idziesz do sklepu, bierzesz z półki gotową kapustę w plastikowym woreczku
Jest kwaśna od octu, sztuczna, bezduszna, kupiona w jednym pośpiechu
Nikt nie brudzi rąk, nikt nie tańczy boso na dnie drewnianego naczynia
Zniknął ten jesienny rytuał, ta wspólna troska, którą rodzina razem zaczyna
Chorus
Ooo, rdzawy blues z bosego deptania kapusty w dębowej beczce!
Gdy proste jedzenie dawało nam bezpieczeństwo w domowej udręce
Te stopy mokre od soku, ten ciężki kamień dociskający wieczko w kącie
Były gwarancją przetrwania, gdy mróz malował wzory na horyzoncie
Mieliśmy tak niewiele, beczkę w piwnicy i zapasy na długie miesiące...
Dlaczego dziś w marketach pełnych słoików wszystko wydaje się tak gasnące?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends, dramatic delays mimicking the creak of wood)
(Harmonica and accordion weave together, warm, rustic, and deeply nostalgic)
Bridge
Wieczorem zakładam grube, wełniane skarpety...
Babcia kładzie na beczkę czyste płótno, drewniane wieczko i wielki, polny kamień.
W kuchni pachnie jeszcze świeżym sokiem, a na piecu bulgocze gorąca herbata.
„Dobra robota, pomocniku, zima nam niestraszna” – mówi dziadek, mierzwiąc mi włosy.
I ta piwniczna ciemność...
Nagle wydaje się bezpiecznym schronieniem.
Outro
Dębowa beczka milknąca w zakamarkach piwnicy.
Ciężki kamień, co trzymał zapach jesieni.
Bose ślady na kuchennych kafelkach.
Został tylko ten rdzawy blues...
I ten chrupiący smak dzieciństwa w nas.
End