Intro
Verse 1
W niedzielne przedpołudnie cała ulica zamierała na tę jedną, krótką chwilę
Gdy z ekranu uśmiechał się pan Adam, trzymając w dłoni zwykłą szpulkę
Mówił spokojnie, jak z kawałka drutu i pustego pudełka po zapałkach
Zbudować zabawkę, co rozjaśni naszą małą, codzienną udrękę
Chwilę później schodziłem z ojcem na dół, do ciemnej, chłodnej piwnicy
Gdzie pod jedną, zakurzoną żarówką krył się nasz prawdziwy, męski świat
Zapach ciętej sklejki mieszał się z aromatem starego smaru i nafty
Gdy piłowaliśmy małe kółka, na które od dawna czekał mój młodszy brat
Pre-Chorus
Dym z kalafonii unosił się wolno, gryząc nas lekko w zmęczone oczy
Gdy lutowaliśmy marzenia, by żaden szary cień nas w nocy nie zaskoczył
Chorus
Ooo, rdzawy blues z robionych własnoręcznie zabawek!
Gdzie zamiast plastiku ze sklepu był pot i parę prostych szawek
Ten mały samochodzik ze sklejki, ten rzutnik zrobiony z tektury
Pozwalały nam wierzyć, że własnymi rękami przebijemy te mury
Mieliśmy tak niewiele, kawałek drutu, klej i w piwnicy cichy kąt...
Dlaczego dziś ze stertą gotowych rzeczy wciąż chcemy uciekać stąd?
Verse 2
Mój sąsiad wspomina do dzisiaj, jak z ojcem zrobili pierwszy karmnik dla ptaków
Ze starych desek od skrzynki po owocach, zbitych krzywymi gwoździami
Wisiał dumnie za oknem na trzecim piętrze, pośród betonowych szarości
Będąc dowodem na to, że potrafimy dzielić się życiem pod tymi niebami
Dziś wszystko kupisz w markecie – idealne, równe, zrobione z plastiku
Wyrzucasz, gdy tylko się znudzi, nie czując do rzeczy żadnego szacunku
Zniknął ten dumny uśmiech, gdy po godzinach pracy w pyle i kurzu
Kładłeś na stół coś, co działało, dając nam chwilę wytchnienia od burzy
Chorus
Ooo, rdzawy blues z robionych własnoręcznie zabawek!
Gdzie zamiast plastiku ze sklepu był pot i parę prostych szawek
Ten mały samochodzik ze sklejki, ten rzutnik zrobiony z tektury
Pozwalały nam wierzyć, że własnymi rękami przebijemy te mury
Mieliśmy tak niewiele, kawałek drutu, klej i w piwnicy cichy kąt...
Dlaczego dziś ze stertą gotowych rzeczy wciąż chcemy uciekać stąd?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends, dramatic delays)
Bridge
Ojciec odkłada wyszczerbiony pilnik...
Przeciera brudne od pyłu dłonie o stare, robocze spodnie.
„No i patrz, synek... działa” – mówi z cichą dumą w głosie.
Gasi żarówkę i zamyka kłódkę piwnicy.
A my wracamy na górę, niosąc nasz mały cud.
Outro
Zapach kalafonii na palcach.
Skrawki drewna w kieszeni.
Zabawka, która przetrwała lata.
Został tylko ten rdzawy blues...
I ta duma w sercu.
End