Intro
(Water splashing into a metal bucket, birds chirping softly)
Verse 1
Sobotnie południe, uciekamy z dusznego bloku z wielkiej płyty
W starym autobusie wieziemy sadzonki i zapas chleba na dwa dni
Brama z siatki z napisem „Pracownicze Ogrody Działkowe”
Otwiera przed nami świat, gdzie czas o wiele wolniej drży
Na naszej małej działce stoi drewniana, zielona altanka
Z dachem z papy, pachnącym słońcem, smołą i ciepłym wiatrem
Ojciec od rana walczy z rdzawą pompą, by polecieć mogła woda
A mama zrywa do miski kwaśny agrest i porzeczki, jedna za drugą, z zapałem
Pre-Chorus
Małe radio „Kasprzak” na stoliku cicho szumi i śpiewa w tle
A my na brezentowych leżakach powoli gubimy całe to miejskie zło i mgłę
Chorus
Ooo, rdzawy blues z zielonych ogrodów za miastem!
Gdzie powietrze pachniało wolnością i drożdżowym ciastem
Ten kompot z agrestu parujący w wielkich, szklanych wekach
Który zimą miał nam przypominać, jak piękna potrafi być rzeka
Mieliśmy tak niewiele, skrawek ziemi i stary, drewniany płot...
Dlaczego dziś w luksusowych kurortach tak bardzo męczy nas ten lot?
Verse 2
Wieczorem sąsiedzi z działek obok schodzili się na drobną pogawędkę
Przynosząc domowe wino w zielonym balonie i pieczoną kiełbasę
Rozmawiali o niczym, patrząc jak dym z ogniska ucieka pod niebo
Dzieląc się prostym życiem, jakby jutro miało być na zawsze i na stałe
Dziś te działki są równe, pod linijkę, wyłożone drogą kostką brukową
Stoją tam murowane wille, wysokie płoty chronią przed ludzkim okiem
Wszystko jest sterylne, ciche, odizolowane i strasznie puste
Zniknął ten wspólny, radosny czas, gdy człowiek był dla człowieka bliskim krokiem
Chorus
Ooo, rdzawy blues z zielonych ogrodów za miastem!
Gdzie powietrze pachniało wolnością i drożdżowym ciastem
Ten kompot z agrestu parujący w wielkich, szklanych wekach
Który zimą miał nam przypominać, jak piękna potrafi być rzeka
Mieliśmy tak niewiele, skrawek ziemi i stary, drewniany płot...
Dlaczego dziś w luksusowych kurortach tak bardzo męczy nas ten lot?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends full of sun, rust, and nostalgia)
Bridge
Słońce powoli zachodzi nad ogródkami...
Ojciec gasi radio, chowa leżaki pod dach altanki.
W powietrzu unosi się zapach skoszonej trawy i wilgotnej ziemi.
„Czas wracać do bloku” – szepcze mama...
Ale kawałek tej zieleni zabieramy w sercu na zawsze.
Outro
Zardzewiała kłódka na drzwiach altany.
Pusta szklanka po kompocie.
Zapach ziemi na dłoniach.
Został tylko ten rdzawy blues...
I ten zielony świt w nas.
End