Intro
(A pen scratching on paper, pages of an old notebook turning)
(A melancholic, weeping harmonica starts, mimicking a tired sigh)
Verse 1
Trzecia doba pod sklepem meblowym, deszcz miarowo bije w bruk
W ręku trzymam zmięty zeszyt w kratkę – naszą świętą księgę obietnic
Pani Maria z parteru poszła właśnie zmienić męża na dyżurze
A pan Janek z trzeciego piętra parzy czarną Inka w termosie bez dna
Zapisuję kolejne nazwisko, sprawdzam obecność co cztery godziny
Kto nie przyjdzie na wezwanie, ten wypada – taki twardy kolejki jest kod
Stoimy tu po kawałek normalności, po meblościankę na wysoki połysk
Upokorzeni przez system, lecz zjednoczeni przez ten wspólny chłód
Pre-Chorus
Długopis od mrozu nie chce już pisać na wilgotnym papierze
A my wciąż stoimy... i nikt z nas już w te obietnice nie wierzy
Chorus
Ooo, rdzawy blues z naszej społecznej listy!
Gdzie każdy z nas był numerem, ale sercem był czysty
Gdzie nocą, pod pustą witryną, rozmawialiśmy o wolnym świecie
Sącząc herbatę z plastiku w tym szarym, betonowym powiecie
Mieliśmy tylko ten zeszyt i wiarę, że nadejdzie lepszy czas...
Dlaczego ta kolejka do szczęścia wciąż trzyma nas?
Verse 2
Moja matka wspominała, że tak właśnie ustał ich pierwszy żal
Gdy z obcymi ludźmi na krawężniku dzielili suchy chleb i chęć
Człowiek dla człowieka stawał się bratem w tej walce o pralkę
Choć rano pod drzwiami sklepu znów rósł ten nerwowy wstręt
Dziś kupujesz wszystko jednym kliknięciem, bez czekania i słów
Szybko, pusto, bezdusznie, mijając sąsiada na schodach jak cień
Nikt już nie zapyta o imię, nikt nie pożyczy ognia w mroku
Zniknęła tamta solidarność, którą pisał nasz wspólny, rdzawy dzień
Chorus
Ooo, rdzawy blues z naszej społecznej listy!
Gdzie każdy z nas był numerem, ale sercem był czysty
Gdzie nocą, pod pustą witryną, rozmawialiśmy o wolnym świecie
Sącząc herbatę z plastiku w tym szarym, betonowym powiecie
Mieliśmy tylko ten zeszyt i wiarę, że nadejdzie lepszy czas...
Dlaczego ta kolejka do szczęścia wciąż trzyma nas?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends, dramatic delays)
Bridge
„Numer osiemdziesiąt cztery!” – woła kierownik kolejki przez mgłę.
Otwierają się ciężkie, żelazne drzwi magazynu.
Zeszyt zostaje zamknięty...
Ale te twarze ze mną zostaną.
Outro
Kolejka się rozeszła.
Zeszyt w kratkę leży w błocie.
Zostały puste pudełka po pralkach.
I ten rdzawy blues...
W moim sercu.
End