Intro
(The rhythmic, wet squeak of a hand-cranked rubber wringer: "Squeak... slosh... squeak...")
Verse 1
Poniedziałkowy poranek zawsze zaczynał się od mgły w łazience
Gdy matka odpalała ten nasz wielki, emaliowany, głośny gar
Woda podgrzana na kuchence parowała gęsto na kafelki
A pralka „Frania” z głębokim basem uwalniała swój ukryty żar
Wrzucaliśmy do środka białe pościele i ciężkie, szorstkie ręczniki
Sypiąc garść proszku „IXI”, co pachniał chemią i czystym domem
Wirnik na dnie kręcił zawzięcie tę naszą rodzinną historię
Gdy świat za oknem płynął swoim szarym, codziennym rytmem i skłonem
Pre-Chorus
Mokry pył, zapach szarego mydła i wilgoć skraplająca się na ścianie
Byliśmy razem, dzieląc ten trud i to proste, ciężkie zadanie
Chorus
Ooo, rdzawy blues z wirnika starej „Frani”!
Gdy w kłębach pary znikali wszyscy zmęczeni i ponurzy panowie
Te gumowe wałki wyżymaczki kręcone z wysiłkiem zmęczonej dłoni
Prasujące wodę z tkanin, zanim wieczorny chłód nas dogoni
Mieliśmy tak niewiele, szum silnika i czystą pościel na sznurze...
Dlaczego dziś w cichych automatach tak bardzo tęsknimy za tamtą burzą?
Verse 2
Mój ojciec wspominał, jak pomagał matce kręcić tę korbę ze stali
Gdy ciężkie poszwy blokowały się między wałkami na amen
Śmiali się oboje, wycierając spocone czoła mokrym rękawem
Wiedząc, że to pranie to ich wspólny, mały fundament
Dziś wrzucasz ubrania do białej szuflady, klikasz bezduszny ekran
Pralka pierze sama, cicho, bez emocji, bez pary i bez słów
Nie czujesz zapachu ciepłej wody, nie ma tego wspólnego wysiłku
Wszystko jest sterylne, zamknięte i strasznie puste pośród tych naszych snów
Chorus
Ooo, rdzawy blues z wirnika starej „Frani”!
Gdy w kłębach pary znikali wszyscy zmęczeni i ponurzy panowie
Te gumowe wałki wyżymaczki kręcone z wysiłkiem zmęczonej dłoni
Prasujące wodę z tkanin, zanim wieczorny chłód nas dogoni
Mieliśmy tak niewiele, szum silnika i czystą pościel na sznurze...
Dlaczego dziś w cichych automatach tak bardzo tęsknimy za tamtą burzą?
Guitar Solo
(Harmonica and accordion weave together, heavy and wet, dripping with nostalgia)
Bridge
Ojciec wyciąga gumowy wąż z wanny...
Brudna woda z mydlinami spływa z głośnym siorbnięciem do odpływu.
Łazienka powoli stygnie, na kafelkach zostają tylko lśniące krople.
Mama rozwiesza pranie na balkonie, a wiatr targa mokre płótno.
„Skończone” – mówi z ulgą...
I zapach czystości rozchodzi się po całym bloku.
Outro
Emaliowany cylinder w kącie.
Pisk gumowych wałków ucichł.
Zapach proszku powoli znika.
Został tylko ten rdzawy blues...
I czysty wiatr na sznurkach.
End