Intro
(Quiet, rhythmic lapping of lake water against a wooden pier)
Verse 1
Zakładowy Autosan trząsł się na wybojach leśnej, wąskiej drogi
Niosąc nas tam, gdzie zapach spalin ustępował miejsca sosen woni
Otrzymaliśmy klucz z wielką rybą wyciętą z ciemnego drewna
I domek numer osiem – naszą Brdę, co strome skrzydła ku ziemi skłoni
W środku pachniało słońcem, starą sklejką i wieczornym chłodem
Wąskie schodki prowadziły na strych, gdzie spaliśmy pod samym dachem
Na dole stał stary czajnik i dwa metalowe, składane leżaki
Na których ojciec czytał gazetę, oddychając leśnym zapachem
Pre-Chorus
Z głośnika na stołówce płynął zachrypnięty głos kaowca z rzędu
Wzywający na obiad i wieczorny turniej tenisa stołowego bez błędu
Chorus
Ooo, rdzawy blues z domków typu Brda pośród lasu!
Gdy na zakładowych wczasach nie liczyliśmy uciekającego czasu
Ta zupa jagodowa na stołówce, ten zapach jeziora o świcie
I wieczorny dancing pod chmurką, gdzie na nowo tliło się życie
Mieliśmy tak niewiele, mały pokój, wspólny pomost i słońce nad nami...
Dlaczego dziś w pięciogwiazdkowych hotelach tęsknimy za tamtymi dniami?
Verse 2
Mój wujek wspominał niedawno, jak podczas deszczowych, nudnych dni
Siedzieliśmy na tarasie, grając w tysiąca na starym, plastikowym stole
Nikt nie narzekał na brak wygód, nikt nie pytał o telewizor czy sieć
Byliśmy razem, patrząc na krople deszczu tańczące na tafli w dole
A wieczorem, gdy chmury odeszły, rozpalaliśmy wielkie ognisko
Ktoś przyniósł gitarę, ktoś inny wyciągnął ciepłe, krajowe piwo
I choć rano trzeba było wstać na śniadanie o ósmej trzydzieści
Te chwile spędzone pod gwiazdami płynęły tak pięknie i żywo
Chorus
Ooo, rdzawy blues z domków typu Brda pośród lasu!
Gdy na zakładowych wczasach nie liczyliśmy uciekającego czasu
Ta zupa jagodowa na stołówce, ten zapach jeziora o świcie
I wieczorny dancing pod chmurką, gdzie na nowo tliło się życie
Mieliśmy tak niewiele, mały pokój, wspólny pomost i słońce nad nami...
Dlaczego dziś w pięciogwiazdkowych hotelach tęsknimy za tamtymi dniami?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends, dramatic delays mimicking wind in the pines)
(Harmonica and accordion weave together, sun-drenched, warm, and deeply nostalgic)
Bridge
Idę nocą na pomost...
Woda jest gładka jak lustro, odbija się w niej wielki, żółty księżyc.
Z oddali, od strony kawiarni, dobiegają jeszcze ciche dźwięki przebojów Anny Jantar.
Zamykam oczy i czuję na twarzy chłodną, leśną bryzę.
„Piękne mamy te wakacje” – szepcze matka, narzucając mi sweter na plecy.
I ta leśna cisza...
Zostaje pod powiekami na cały rok.
Outro
Drewniany brelok z rybą schowany głęboko w dłoni.
Strome dachy domków niknące w cieniu nocy.
Zapach wilgotnej sklejki i minionego lata.
Został tylko ten rdzawy blues...
I te beztroskie, ciepłe wczasy w nas.
End