Intro
(Sounds of a hot, bustling city street, tram bell ringing in the distance)
(The loud, sharp hiss of pressurized CO2 gas escaping a valve: "Ssssshhhhh!")
(The metallic clink of a glass heavy cup swinging on a iron chain)
(A warm, weeping blues harmonica starts, mimicking the rising heat from melting asphalt)
Verse 1
Lipcowe słońce topiło czarny asfalt na miejskim chodniku
Ludzie szukali cienia pod markizami nielicznych, starych bud
A na rogu ulicy stał on – dwukołowy król letniego skwaru
Metalowy wózek, co dla zmarzniętych gardł niósł mały cud
Pani w białym fartuchu z głośnym sykiem wciskała gaz do wody
„Czysta za pięćdziesiąt groszy, czy z czerwonym sokiem za złoty dwa?”
Smarowałem pot z czoła, patrząc na grubą szklankę na łańcuchu
Która na metalowej dyszy tryskała wodą, czekając na usta ma
Pre-Chorus
Szybkie płukanie dnem do dołu, zimny prysznic na brudne szkło
I piliśmy po sobie wszyscy, bogacz czy biedak – to samo tliło nas tło
Chorus
Ooo, rdzawy blues z miejskiego saturatora!
Gdy w kolejce po kroplę chłodu topniała nasza duma i pokora
Ten słodki, sztuczny sok, ta woda pełna kłujących bąbelków
Wypita ze szklanki uwiązanej na stalowym łańcuchu z kółek
Mieliśmy tak niewiele, wspólny łyk i zaufanie czyste jak łza...
Dlaczego dziś w świecie sterylnych butelek tak bardzo brakuje nam nas?
Verse 2
Mój wujek śmieje się do dziś, wspominając tę naszą „gruźliczankę”
Z której piło całe miasto, nie wiedząc, co to epidemia czy strach
Wszyscy żyliśmy obok siebie, dzieląc te same szklanki i te same troski
W cieniu wielkich, szarych kominów, pod dachem z dziurawej blachy i pap
Dziś każdy niesie swój własny, plastikowy świat, szczelnie zamknięty
Pijemy wodę bez smaku, omijając wzrokiem drugiego człowieka na drodze
Boimy się dotknąć, boimy się spojrzeć, schowani za czystą szybą
I zapomnieliśmy już dawno, jak smakował ten prosty, wspólny chłód w spiekocie
Chorus
Ooo, rdzawy blues z miejskiego saturatora!
Gdy w kolejce po kroplę chłodu topniała nasza duma i pokora
Ten słodki, sztuczny sok, ta woda pełna kłujących bąbelków
Wypita ze szklanki uwiązanej na stalowym łańcuchu z kółek
Mieliśmy tak niewiele, wspólny łyk i zaufanie czyste jak łza...
Dlaczego dziś w świecie sterylnych butelek tak bardzo brakuje nam nas?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends, dramatic delays)
(Harmonica mimicking the rhythmic, high-pressure spray of the water dispenser)
Bridge
Saturator milknie pod wieczór...
Pani chowa butelki z resztką lepkiego, malinowego syropu.
Ciężka szklanka uderza o metalowy blat z głośnym brzdękiem.
Zostaje pusta ulica i zapach wilgotnego pyłu.
A słońce powoli zachodzi...
Nad naszym spragnionym miastem.
Outro
Szklanka na łańcuchu.
Słodki osad na dnie.
Syk gazu uleciał w niebo.
Zostal tylko ten rdzawy blues...
I ten chłodny smak wspomnień.
End