Intro
(The hiss of a street soda saturator)
(A thick glass bottle clinks against metal)
(Children laughing in the distance)
(A bicycle bell rings softly)
Verse 1
Na rogu ulicy stał stary saturator,
Czerwony parasol chronił przed lipcowym słońcem.
Pan w białym fartuchu nalewał oranżadę,
A kolejka cierpliwie rosła z każdą minutą.
Jedna szklanka dla wszystkich,
Przepłukana tylko zimną wodą.
Nikomu to wtedy nie przeszkadzało,
Bo liczył się smak i chwila.
Kilka groszy w zaciśniętej dłoni,
Które odkładałem przez cały tydzień.
Za nie kupowałem małe szczęście,
Musujące jak letni wiatr.
Pre-Chorus
(Accordion joins softly)
Bąbelki uciekały ku górze...
A dzieciństwo wydawało się wieczne...
Chorus
(Full emotional blues-rock band)
Ooo... smak oranżady z saturatora...
Słodszy niż wszystkie dzisiejsze napoje.
Jedna szklanka... jeden łyk...
I cały świat był prostszy.
Na chodniku pachniało latem,
A czas nie gonił nikogo.
Czy można jeszcze kupić...
Takie zwyczajne szczęście?
Verse 2
(Music strips down)
Na ławce topniały lody Bambino,
Palce lepiły się od cukru.
Ktoś gwizdał melodię z radia,
Ktoś prowadził psa na smyczy.
Nad osiedlem unosił się zapach asfaltu,
Rozgrzanego po całym dniu.
Wieczorem wracaliśmy do domu,
Z kolanami pełnymi kurzu.
Nie potrzebowaliśmy wakacji za granicą,
Ani zdjęć robionych co chwilę.
Wystarczył rower, boisko i słońce,
Żeby zapamiętać całe lato.
Chorus
Ooo... smak oranżady z saturatora...
Do dziś wraca w letnich wspomnieniach.
Tam każda chwila była prawdziwa,
Bo nikt nie spieszył się do jutra.
Najpiękniejsze wakacje mojego życia...
Zmieszczą się w jednej szklance.
Guitar Solo
(Crying blues harmonica)
Bridge
Jeszcze raz...
Usłyszeć syk saturatora...
Jeszcze raz...
Poczuć smak pierwszego łyku...
Jeszcze raz...
Mieć dziesięć lat...
Outro
Pusta szklanka...
Ciepły chodnik...
I lato...
Które nigdy...
Nie odeszło...