Intro
(A shivering, raw blues harmonica imitating a cold wind through metal)
Verse 1
Grudniowy świt, mróz trzaska tak, że aż pęka betonowy blok
Godzina siódma rano, na przystanku gęstnieje cichy tłum
Czekamy na spóźniony autobus, chowając twarze w kołnierze
Wokół żelaznego kosza, w którym syczy koks i tańczy dymu szum
Ktoś wyciąga z kieszeni zmiętą paczkę mocnych „Sportów”
I dzieli się ostatnim z obcym człowiekiem obok, bez zbędnych słów
Patrzymy w ten ogień, czerwone iskry lecą prosto w niebo
Gdzieś w tle słychać syreny, zapowiedź kolejnych, niespokojnych dni...
Pre-Chorus
Godzina milicyjna minęła o szóstej, ale strach wciąż trzyma nas w szponach
Tylko ten mały płomień na mrozie ogrzewa nas w swoich ramionach
Chorus
Ooo, rdzawy ogień z osiedlowego koksownika!
Gdy wokół ciemność, a nadzieja powoli umyka
Przez mroźne zaspy, przez patrole na rogach ulic
Każdy z nas chciał tylko... do kogoś bezpiecznie się wtulić
Mieliśmy serca gorące, choć świat wokół nas zamarzał
I ten jeden płomień, co wiarę w lepszy świt nam odtwarzał...
Verse 2
Moja babcia mówiła, że w tamtą zimę zmarzła nawet rzeka
Że chleb na kartki pachniał jak najdroższy, wytworny dar
Ludzie stali godzinami, w milczeniu, ramię w ramię pod sklepem
A jedynym ratunkiem przed światem był ten uliczny żar
Dziś na tych samych placach stoją modne, szklane biurowce
Nikt nie pamięta o koszach z żarem, o tamtym zimowym szarym tle
Ale ja, gdy tylko chłód łapie mnie za gardło na ulicy
Widzę tamte twarze w czerwonym blasku, tamte dłonie we mgle
Chorus
Ooo, rdzawy ogień z osiedlowego koksownika!
Gdy wokół ciemność, a nadzieja powoli umyka
Przez mroźne zaspy, przez patrole na rogach ulic
Każdy z nas chciał tylko... do kogoś bezpiecznie się wtulić
Mieliśmy serca gorące, choć świat wokół nas zamarzał
I ten jeden płomień, co wiarę w lepszy świt nam odtwarzał...
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, mimicking a freezing blizzard and crying wind)
Bridge
Autobus w końcu nadjeżdża...
Ciężko sapie na zamarzniętej drodze.
Ludzie odchodzą od ognia, otrzepując śnieg z płaszczy.
Zostawiając koksownik...
Samotny w rannym mroku.
Outro
Syczący koks...
Ostatni dym nad miastem.
Pamiętam te dłonie nad ogniem.
I rdzawy blues...
Co nigdy nie zamarznie.
End