Intro
Verse 1
W lesie, gdzie zasięg telefonów nigdy nie miał prawa bytu
Zrzucaliśmy miejski kurz, zrzucaliśmy maski z twarzy
Szary mundur, chusta pod kołnierzem, krzyż harcerski dumnie błyszczał
Pod brezentem namiotu uczyliśmy się, czym naprawdę jest marzyć
Wieczór przynosił chłód, a my siadaliśmy wokół kręgu z kamieni
Gdzie ojciec ogniska, stary druh, sypał iskrę na wysuszony chrust
Płomienie tańczyły w naszych oczach, rozświetlając cienie drzew
A gitara zaczynała swój szept, który płynął prosto z naszych ust
Pre-Chorus
Piekliśmy ziemniaki w popiele, brudząc dłonie czarnym sadzą
To był nasz skarb, nasza uczta, w świecie, gdzie proste rzeczy nas radzą
Chorus
Ooo, rdzawy blues z dymu harcerskiego ognia w lesie!
Gdy wiatr grał nam ballady, a świat nie pytał, co nam niesie
Zapach żywicy i dymu na mundurze był jak tatuaż młodości
Gdy wśród sosen, pod gwiazdami, nie było cienia zazdrości
Mieliśmy tak niewiele, tylko ogień, pieśń i przyjaźń szczerą...
Dlaczego dziś w cyfrowym lesie tak trudno dotknąć się z tą szczerością szczerą?
Verse 2
Mój kumpel opowiadał mi wczoraj, że wciąż ma tę starą chustę w szafie
Nie może jej wyprać, bo boi się, że zniknie z niej tamten letni czas
Zapach lasu, który w niej utkwił, to jedyny wehikuł, który go przenosi
Do chwil, gdy byliśmy jednością, gdy nie dzielił nas żaden zły miazmat i płaz
Dziś wysyłasz dzieci na obozy z pełnym wyposażeniem i telefonem w dłoni
Wszystko jest zorganizowane, bezpieczne, sterylne i pozbawione duszy
Nikt nie siedzi przy ogniu do świtu, nikt nie śpiewa z gardła do bólu
Zniknął ten pierwotny, dziki spokój, który w lesie nasze serca kruszył
Chorus
Ooo, rdzawy blues z dymu harcerskiego ognia w lesie!
Gdy wiatr grał nam ballady, a świat nie pytał, co nam niesie
Zapach żywicy i dymu na mundurze był jak tatuaż młodości
Gdy wśród sosen, pod gwiazdami, nie było cienia zazdrości
Mieliśmy tak niewiele, tylko ogień, pieśń i przyjaźń szczerą...
Dlaczego dziś w cyfrowym lesie tak trudno dotknąć się z tą szczerością szczerą?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends, dramatic delays mimicking the forest wind)
(Harmonica and accordion weave together, warm and haunting)
Bridge
Gasimy ogień wodą z menażki...
Ciemność lasu staje się gęsta, a gwiazdy wyglądają jak wylany żwir.
Idziemy do namiotów, czując na skórze chłód nocnej rosy.
„Dobranoc, druhu” – szepcze ktoś w mroku namiotu.
I wiem, że te chwile...
Zostaną ze mną na zawsze.
Outro
Szary mundur w szafie pełnej kurzu.
Zapach dymu, co nigdy nie wywietrzeje.
Ostatnia struna pęknięta w starej gitarze.
Został tylko ten rdzawy blues...
I ten ogień, który wciąż płonie w nas.
End