Intro
(The quiet squeak of a metal tap dripping: "Drip... drip... drip")
Verse 1
Grudniowy wieczór okrywał szarością nasze ciasne osiedle z wielkiej płyty
Gdy ojciec wracał z mrozu, niosąc w siatce skarb na wigilijny stół
Żywy karp, ciężki i śliski, kupiony po trzech godzinach stania w ogonku
Wylądował w naszej wannie, dzieląc naszą małą łazienkę na pół
Woda szumiała z kranu, zimna i chlorowana, dając mu nowy dom
A my z siostrą siedzieliśmy na kafelkach, patrząc na ten smutny, rybi ruch
Łuski błyszczały w mdłym świetle żarówki, gdy pływał powoli w kółko
Budząc w nas dziecięcy żal, gdy świąteczny czas pukał do naszych drzwi i ucha
Pre-Chorus
„Nie wolno go ruszać!” – mówiła mama, gdy myliśmy zęby nad zlewem z boku
Podczas gdy zielony grzbiet przecinał taflę wody, szukając w ciemności spokoju
Chorus
Ooo, rdzawy blues z karpia pływającego w białej wannie!
Gdy zapach świąt mieszał się z wilgocią i chłodem nienagannie
Ta ryba w łazience, ten wieczorny szept nad uwięzionym życiem
Był częścią naszego świata, ukrytym pod szarym, zimowym okryciem
Mieliśmy tak niewiele, małą łazienkę, zimną wodę i świąteczny czas...
Dlaczego dziś przy pełnych stołach tak mało magii tli się w nas?
Verse 2
Mój wujek wspominał ze smutkiem, jak ciężko było ojcu rano w Wigilię
Gdy musiał zakończyć ten cichy, kilkudniowy, łazienkowy rytuał i stan
Każdy z nas kochał te święta, lecz nikt nie chciał patrzeć na ten trudny krok
Który uczył nas szacunku do życia i pokory wobec trudnych zmian
Dziś kupujesz sterylne dzwonka w plastiku, zamrożone, czyste i bez tchu
Nie myślisz o tym, skąd przyszły, nie widzisz w nich żadnego życia śladu
Wszystko jest łatwe, bezgłośne, szybkie i pozbawione dawnych emocji
Zniknął ten niezwykły czas oczekiwania, pełen dziecięcej troski i lekcji
Chorus
Ooo, rdzawy blues z karpia pływającego w białej wannie!
Gdy zapach świąt mieszał się z wilgocią i chłodem nienagannie
Ta ryba w łazience, ten wieczorny szept nad uwięzionym życiem
Był częścią naszego świata, ukrytym pod szarym, zimowym okryciem
Mieliśmy tak niewiele, małą łazienkę, zimną wodę i świąteczny czas...
Dlaczego dziś przy pełnych stołach tak mało magii tli się w nas?
Guitar Solo
(Screaming tube distortion, long crying bends mimicking the slow, heavy movement of water)
(Harmonica and accordion weave together, cold, wet, and deeply nostalgic)
Bridge
Wchodzę cicho do łazienki w środku nocy...
Woda jest zupełnie spokojna, tylko rura od piecyka szumi cicho w mroku.
Siedzę na brzegu wanny, wsuwając palec pod zimną taflę.
Karp na chwilę podpływa bliżej, dotykając mojej dłoni chłodnym pyszczkiem.
„Przepraszam” – szepczę cicho do ciemności...
I czuję, jak mroźny wiatr za oknem niesie zapach pierwszego śniegu.
Outro
Ślady mokrych rąk na porcelanie wanny.
Pusta łazienka pachnąca świerkiem i krochmalem.
Zielone łuski, co lśniły w mroku tamtych dni.
Został tylko ten rdzawy blues...
I ten cichy, grudniowy żal w nas.
End